W powietrzu unosił się zapach palącego się drzewa i wilgoci. Było zbyt zimno aby pozwolić sobie na wyjęcie dłoni z kieszeni kurtki, a jednocześnie zbyt pięknie dookoła by chcieć przebywać i ogrzewać się w domu. Niebo było biało-szare. Na ogół nie przepadam za tą barwą, ale tam uzupełniały ją kolory domów w odcieniach niebieskiego, żółtego, zielonego oraz brązu, które sąsiadowały z nieboskłonem. Efekt był taki, że widok ten zachwycał mnie pomimo tego, że zazwyczaj odnoszę wrażenie, że moja wrażliwość na piękno nie istnieje, kiedy na zewnątrz temperatura spada poniżej pięciu stopni Celsjusza.

Tartu wabiło mnie w głąb siebie swoją północnoeuropejską tajemniczością. Nie wiedziałam niemal nic o państwie, w którym się znajdowałam, ale obiecywało ono kolejną przygodę. Podróż po Estonii była początkiem czegoś nowego, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam…

Zachód Słońca

Państwo, którego niemal połowę powierzchni porastają lasy.

Wybuchnęłam śmiechem, kiedy uświadomiłam sobie, że więcej czasu kosztowała mnie podróż do Estonii niż ta do Meksyku czy na Kubę. Aby postawić stopę na terytorium Ameryki, musiałam spędzić dwanaście godzin w samolocie, natomiast ceną za możliwość oddychania świeżym, estońskim powietrzem było niemal dziewiętnaście godzin w autobusie. Choć moje podróże z zasady nigdy nie należały do gatunku tych wygodnych, to i tak po wszystkim zastanawiałam się w myślach, jak uda mi się przeżyć drogę powrotną w niewygodnym fotelu autobusu Eurolines.

Całość tego wysiłku służyła temu, aby znaleźć się w kraju, który w połowie jest lasem. Mnóstwo tam terenów będących bagnami, a nocą większość miejsc nadaje się do obserwowania gwiazd. Zimno, deszcze i mgły są wpisane w październikowy krajobraz Estonii, ale tam wydają się być one o wiele mniej przygnębiające niż w innych miejscach globu.

Małe drewniane domki co pewien czas zdobią teren za miastem. Większość z nich jest opuszczona i zdaje się żebrać o miłość. Niekiedy spróchniałe deski wabią do siebie obietnicą szczęśliwego życia w swoim towarzystwie. A, że Kupidyn zwykł atakować w najmniej oczekiwanych momentach, to na widok jednej takiej rozklekotanej chałupy coś dotkliwie zakuło mnie w sercu, a następnie zasugerowało sprawdzenie cen nieruchomości w Estonii.

Estonia w pażdzierniku

Estonia jest najmniej religijnym krajem na świecie.

Jako główną religię uznaje się tam luteranizm. Jego wyznawcy jednak stanowią zaledwie dziesięć procent populacji państwa. Większość Estończyków określa siebie jako osoby bezwyznaniowe. Niektórzy z nich zaznaczają, że wierzą w istnienie jakiegoś rodzaju siły życiowej, ale nie zwykli oni umiejscawiać tych domniemań w obrębie konkretnych wyznań. Nie wspominając już o jakichkolwiek praktykach związanych z jej czczeniem. Ten swoisty brak Boga nie sprawia jednak, że mieszkańcy tego północnego skraju Europy są nieszczęśliwi. Jest wręcz przeciwnie. Podróż po Estonii pozwoliła mi odczuć ogrom ludzkiej życzliwości. Bycie uprzejmym i miłym zdaje się być wpisane w rytm obyczajów panujących wśród Estończyków. Tydzień spędzony na tamtej ziemi taki właśnie obraz namalował w mojej pamięci.

Podróżowanie po Estonii

Ojczyzna Skype i ciekawy e-świat.

Słynny komunikator umożliwiający rozmowy video za pośrednictwem łącza internetowego został opracowany w Estonii. Jestem niezwykle wdzięczna jego twórcom. Niejednokrotnie zdarzyło mi się korzystać ze Skype w podróży. Co więcej, często był to jedyny sposób na porozmawianie z bliskimi, który nie zakładał szybkiego bankructwa.

Podróż po Estonii pozwoliła mi także zaobserwować zjawisko, które roboczo nazwałam e-światem. Interesującym jest, że w tym nadbałtyckim kraju zarejestrowanych użytkowników banków internetowych jest więcej niż jego rzeczywistych obywateli. Wiąże się z tym bezpośrednio to, że ponad 90% transakcji bankowych wykonywanych jest drogą elektroniczną. To dość zabawne, ponieważ ja sama do niedawna odbierałam wypłatę na poczcie, a przecież mój rocznik, chcąc nie chcąc, zasila grono ludzi nazywanych „pokoleniem Y”, który charakteryzuje się między innymi tym, że jego przedstawiciele aktywnie korzystają z technologii oraz mediów cyfrowych w niemal każdej dziedzinie życia. Podczas kiedy ja głowię się nad tym jak zainstalować prosty program na komputerze, Estończycy zakładają w Internecie firmy w mniej niż pół godziny. Wyczytałam także, że w opisywanym państwie podpis elektroniczny ma taką samą wartość jak tradycyjny. To doprawdy nie mieści się w moim dość analogowym umyśle.

Podróż po Estonii

Zapach średniowiecza na estońskich ulicach.

Najstarsza, wciąż funkcjonująca apteka na świecie znajduje się na Starym Mieście w Tallinie. Działa od średniowiecza i aż trudno uwierzyć, że to prawda. Dziś zapewne można w niej kupić paracetamol i ibuprofen, ale dawniej było to miejsce po brzegi wypełnione różnego rodzaju leczniczymi ziołami, miksturami i maściami. W tamtym czasie wytwarzane leki były dziełem mnichów, dziś ich rolę przejęły wielkie firmy farmaceutyczne. Być może jestem w błędzie, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choć medycyna w dzisiejszych czasach jest na zdecydowanie wyższym poziomie, to tak naprawdę nikt nie chce realnie leczyć chorych. Dawniej pozostawienie człowieka bez odpowiedniej opieki groziło jego zgonem, dziś istnieje wiele środków, które pozwalają na to aby żyć z chorobą wiele lat i cały czas zasilać portfele firm zajmujących się produkcją leków. W efekcie nie leczy się, a jedynie „zalecza”. A interes się kręci.

Podróż po Estonii, krainie tętniącej spokojem.

Czy w ogóle można tętnić spokojem? Dobre pytanie. Otóż w Estonii jest to możliwe. Każde źdźbło trawy rosnące na tej północnej ziemi zdawało się być lekiem na nerwice. Powietrze było tam orzeźwiające, zupełnie jakby miało zdolność oczyszczania płuc z atmosfery, którą na co dzień muszę wdychać w biurze. Tydzień spędzony pośród pól i lasów był dla mojego organizmu niczym SPA. I to dobre SPA, takie za które płaci się miliony monet, najczęściej przy pomocy kredytu.

Ile razy w ciągu dnia udaje Ci się zebrać myśli w całość? Mnie niezwykle rzadko. Trybiki w moim mózgu pracują na wysokich obrotach nawet tuż przed zaśnięciem. Na taki stan rzeczy składa się to, że mieszkam w dużym mieście, pracuję w biurowcu, przez którego przewijają się setki osób dziennie, na ulicach mijają mnie tysiące samochodów, tramwajów i autobusów, a w domu staram się zrobić jak najwięcej dla siebie, ale to wcale nie oznacza, że nie robię tego pod presją czasu. Tak żyje wielu z nas. I pewnie między innymi dlatego litania chorób wśród młodego pokolenia jest tak obrzydliwie długa. Stres niszczy, a czasami zabija, o ile jest łaskaw.

W Estonii udało mi się zwolnić. W większości miejsc miałam kiepski zasięg, a więc byłam wolna nawet od własnego telefonu. Świetna sprawa. Pierwszy raz od lat wsłuchałam się się w szum wiatru, który otulał drzewa i dźwięk kropel deszczu uderzających o ich liście. Polecam wybranie się w podróż po Estonii wszystkim tym, którym od dawna nie udało się wypocząć.

Ramka National Geographic

Uwielbiam to uczucie kiedy wiem, że znajduję się pośrodku niczego, ale dookoła jest tak cudnie, że wywiera to na mnie wrażenie większe niż niejedna oblegana przez turystów atrakcja. Właśnie tak czułam się w Estonii. Byłam daleko od domu, od obowiązków i stresu. Z dala od problemów, spraw, które należy wyjaśnić i reszty tego badziewia, które „przykleja się do podeszew butów ludzi dorosłych”. I wiesz co? To było bardzo przyjemne…

 

Polecane