Nie lubię zimy. Nie znoszę, gdy muszę ubierać się „na cebulkę”, a na dworze „wieje złem”. Nie cierpię musieć wiąząć zimowych butów i uważać, aby nie przewrócić się na śliskiej powierzchni zamarzniętej ziemi. To pewnie dlatego trzy lata temu uciekłam w tym czasie do Meksyku, a w tym i zeszłym roku do Turcji. Unikanie chłodu wychodzi mi całkiem nieźle. Nie mam pojęcia, jak zdołam w przyszłości spełnić moje marzenie o wyjeździe na Alaskę i do Kanady. Nie wiem, jak wytrzymam w skutej lodem Islandii i jak przeżyję wizytę w Rosji, ale na szczęście wiem, jak świetnym doświadczeniem jest bieganie w listopadzie i grudniu w koszulce z krótkim rękawem. W poprzednim wpisie dotyczącym tygodnia spędzonego w Turcji opowiadałam o Kanionie Goynuk, Beldibi i kupowaniu tureckich ciuchów. Dziś będzie o odpoczynku w luksusowych (nie mylić z drogimi) warunkach i zwiedzaniu Antalyi.

Wypoczynek w Turcji

SPA nie tylko dla bogatych

Wypoczynek w SPA zawsze kojarzył mi się z rozrywką dla bogaczy. Pewnie wynikało to z braku umiejętności wyszukiwania interesujących ofert i średniej potrzebie spędzania czasu w basenie, saunie lub w towarzystwie masażysty. Dawniej moim priorytetem było przeżywanie kolejnych przygód, odkrywanie świata i wielokilometrowy trekking z ciężkim plecakiem. Wciąż uważam, że to świetny model podróżowania, ale… kurcze no, zestarzałam się i częściej bolą mnie plecy. Nauczyłam się doceniać drobne przyjemności wynikające z możliwości pływania w cieplutkiej wodzie basenu, gdzie zawartość chloru jest imponująco niska. Zrozumiałam, co moi znajomi widzą w przesiadywaniu w saunie i ile radości może nieść ze sobą wylegiwanie się na wygodnym leżaczku i wystawianie ciała na działanie promieni słonecznych.

Hotel Paloma Foresta był idealnym miejscem do wypoczynku. Postanowiliśmy wykorzystać nasz urlop w Turcji jako możliwość zapomnienia na siedem dni o obowiązkach zawodowych. Lubię, nawet uwielbiam swoją pracę, ale czasami po prostu muszę się od niej odciąć. Mieliśmy w planie kilka wycieczek, zakupy i wszystko to, co było obiektem moich żartów w przeszłości, czyli leniuchowanie na wyjeździe, popijanie drinków z palemką, uczestniczenie w animacjach dla gości hotelowych, przesiadywanie w saunie, wizyty w hammamie i pływanie w basenie. Kiedyś strzeliłabym sobie liścia za takie spędzenia czasu podczas podróży, bez kitu!

Urlop w Turcji był wyczekiwany zarówno przeze mnie, jak i przez D. Oboje mieliśmy serdecznie dość ciągłej gonitwy i walki z deadlinami. Potrzebowaliśmy chwili, w której nie musielibyśmy nic. Siedem dni to bardzo mało, ale wygospodarowaliśmy w ich trakcie czas na błogie „nicnierobienie”  w stylu Kubusia Puchatka. Polecam to, bo leniuchowanie bez wyrzutów sumienia, jest lepsze od jedzenia pizzy bez myślenia o możliwości przybrania na wadze!

Urlop w Turcji

Urlop w Turcji, czyli o zwiedzaniu Antalyi

Antalya to tureckie miasto zlokalizowane w południowo zachodniej części kraju. Jest położone w krainie Pamfilia, a nad nią rozciągają się cudne krajobrazy złożone z gór Taurus. Antalya to prawdziwa turystyczna mekka na Riwierze Tureckiej. W ciągu roku odwiedzają ją miliony turystów z całego świata. Wszyscy chcą zobaczyć słynny pojedynczy minaret Yivlii i bramę Hadriana. Podróżni chętnie poświęcają swój czas na zwiedzanie historycznego centrum Antalyi, czyli Kaleici.

Stare miasto Antalya

My także chcieliśmy zobaczyć to miasto. Spod naszego hotelu regularnie odjeżdżały dolmusze (czyli tureckie busiki), które docierały aż do dworca autobusowego w Antalyi. Podróżując w ten sposób, trzeba pamiętać, aby zakomunikować kierowcy, kiedy chce się wysiąść. Inaczej może on minąć beznamiętnie nasz „przystanek” i postawić nas w dość trudnej sytuacji. Warto wiedzieć także, że dolmusze zatrzymują się tylko wtedy, gdy jasno zgłosi się chęć skorzystania z usługi transportu. W tym celu należy pomachać do kierowcy. Osobiście uważam to za przesłodki zwyczaj. Zaznaczam, że nie mam pojęcia, czy podobna praktyka dotyczy innych regionów w Turcji. Wiem natomiast, że właśnie w taki sposób funkcjonuje transport w okolicach Antalyi i Alanyi.

Kaleici w Antalyi

Centrum Antalyi totalnie nas zaskoczyło. Prawdę mówiąc, przed wyjazdem nie miałam zbyt wiele czasu, który mogłabym poświęcić na zdobycie informacji o regionie, jaki planujemy odwiedzić. Nie spodziewałam się, że podczas wycieczki do tego miasta poczuję się jak w Wenecji, Rzymie i Marakeszu jednocześnie. Odnalazłam wiele wspólnych cech wymienionych miejsc, co było naprawdę fascynującym doświadczeniem. Podczas wędrówek pomiędzy kolejnymi atrakcjami postanowiliśmy przysiąść na herbacie. Picie i parzenie tego napoju w Turcji to część tradycji. Towarzyszą temu specjalne zachowania, a więc zapewne mocno wygłupiliśmy się, gdy wypiliśmy ją „po europejsku”.

Herbata turecka

Głównym punktem naszej wycieczki po Antalyi była Brama Cesarza Hadriana, będąca tak naprawdę łukiem triumfalnym składającym się z trzech części. Powstała na cześć – a jakże – Hadriana, który odwiedził to miasto w 130 roku n.e. Według legend pod łukami przeszła sama królowa Saby, która udawała się na spoczynek w pałacu Aspendos, w czasie w podróży do Króla Salomona. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to straszna bujda. W końcu Hadrian żył w latach 76-138, a śmierć króla Salomona jest datowana na około 930 r. p.n.e., a więc siłą rzeczy, władczyni Saby nie mogła przejść pod tymi łukami, ponieważ wówczas ani bramy, ani Hadriana nie było nawet w planach. Dziś brama ta stanowi jeden z głównych symboli Antalyi i jest uważana za jedną z najpiękniejszych budowli tego typu w Pamfilii.

Brama Hadriana

Nasz urlop w Turcji był bardzo udany. W jego trakcie udało nam się odpocząć, pospacerować w pięknych okolicznościach przyrody, spędzić czas na zakupach i oddać się urokom poznawania nowych miejsc. Najważniejsze było jednak to, że mogliśmy po prostu być razem. Rozmawiać, milczeć i delektować się brakiem obowiązków.

Polecane