Wszystkie moje podróże były bardzo chaotyczne. Miały swój początek, ale nigdy nie wiedziałam, kiedy nastąpi ich koniec. Prawdę mówiąc, rzadko zdarzało mi się wiedzieć, co przyniesie mi kolejny dzień. Czasami budząc się rano w pokoju hotelowym, nie potrafiłam w pierwszych chwilach określić swojego położenia na mapie. To był efekt uboczny nocowania każdego dnia w innej miejscowości. Tydzień w Turcji był dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Miałam 7 dni na to, aby wypocząć, pozwiedzać i nie zwariować od chęci zerwania się ze smyczy biura podróży. Dobra wiadomość jest taka, że dałam radę. Złe wieści są o tym, że się tym nie nasyciłam, ale zacznijmy od początku.

Tydzień w Turcji

Beldibi i okolice

Wybraliśmy hotel Paloma Foresta, który znajdował się pomiędzy miasteczkiem Beldibi i nieco większą miejscowością Kemer. Obiekt sam w sobie bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Niestety nie można powiedzieć tego samego o jego lokalizacji. Las, pustkowie i wszędzie daleko – tak w kilku słowach można by było ją opisać. Nie zwykliśmy się jednak poddawać, więc postanowiliśmy zorganizować wszystko tak, aby wycisnąć z tego tygodnia tyle, ile się da.

Tydzień w Turcji

Hotel znajdował się bezpośrednio przy plaży, około 3 km od centrum Bedibi, 18 km od Kemer i jakieś 30 km od Antalyi. Samo Beldibi to skupisko ośrodków wypoczynkowych, które już z daleka mienią się liczbą posiadanych gwiazdek. Oprócz nich odnajdujemy tam również liczne sklepiki, gdzie turyści mają okazję nabyć „oryginalne tureckie podróbki”. W taki sposób nasza rezydentka opisała bluzy Adidasa, Nike i Tommy’ego Hilfigera, które można kupić poza firmowymi punktami. Oczywiście ze wspomnianą oryginalnością mają one tyle wspólnego, co ja ze składaniem modłów w hinduskiej świątyni, ale ich jakość jest naprawdę wysoka, a cena zaskakująco niska. Trudno jest się oprzeć wrażeniu, że Turcja to jedno z tych miejsc na świecie, gdzie nie sposób powstrzymać się od poświęcenia jednego dnia na uprawianie turystyki tekstylnej.

Zakupy w Turcji

Tydzień w Turcji: Atrakcje w Beldibi

W samym Beldibi znajduje się publiczna plaża, która okazała się o wiele ładniejsza od tej przylegającej do naszego hotelu. W listopadzie była ona niemal pusta, co sprzyjało możliwości spoglądania w kierunku horyzontu. Można było się skupić, wyciszyć i w spokoju czerpać przyjemność z wiatru otulającego ciała i twarze. Niestety wątpię, by turyści przybywający tam w sezonie mogli liczyć na podobny komfort.

W Beldibi znajduje się również meczet i muzułmański cmentarz. Świątynie wyznawców Islamu są dla mnie architektoniczną zagadką. Często nie umiem się zdecydować, czy ich gmachy mi się podobają i wręcz przeciwnie. Mam trudności także z określeniem ich wieku, ponieważ zwykły one wyglądać na starsze, niż są w rzeczywistości. Zauważyłam jednak, że bardzo wyróżniają się na tle reszty krajobrazu. Być może Turcy przybywający do Polski myślą to samo na temat kościołów katolickich, ale wydaje mi się, że mimo wszystko w Europie takie widoki są o wiele bardziej spójne. Meczety są bardzo wymyślne, barwne i intrygujące, podczas gdy otaczające je domy to zazwyczaj bardzo proste i podniszczone klocki. Podobne uczucia miałam względem kolorowych cerkwi na Ukrainie, które „wyrastały” pośród szarych blokowisk niczym kwiaty na śniegu, co wyglądało zupełnie nienaturalnie. Ciekawie, nawet ładnie, ale wciąż nienaturalnie.

Meczet w Beldibi

Kanion Göynük

Jedną z lokalnych atrakcji turystycznych w okolicach miejscowości Beldibi, Kemer i Göynük, jest kanion Göynük. Miejsce to jest położone na terenie Parku Narodowego Beydağları. Kanion ma długość 4 km i stanowi ważny fragment szlaku Lycian Way. Wstęp jest oczywiście płatny i kosztuje 2 euro lub 8 lir tureckich (czyli taniej!) od osoby.

Kanion Goynuk

Na miejscu można dopłacić za zjazd na tyrolce, który z pewnością podniesie poziom adrenaliny we krwi. Zdjęcia zamieszczone na plakatach reklamowych tego miejsca, sugerują także możliwość kąpieli błotnych. Wybraliśmy opcję spacerową. Ani ja, ani D. nie przepadamy za stresem, który z pewnością towarzyszyłby nam podczas posobnego zjazdu.

Kanion Goynuk

Nasz tydzień w Turcji miał być okazją do wypoczynku, ale okazało się, że w trakcie tych siedmiu dni przeszliśmy prawie 100 km. W kanionie mieliśmy okazję do podziwiania wodospadów, stawów i majestatycznych skał. W takich miejscach zawsze szczególnie mocno odczuwam to, że w skali wszechświata jestem jedynie drobnym pyłkiem.

Kanion Goynuk

Tydzień w Turcji, czyli kilka słów o turystyce tekstylnej

Jeden dzień poświęciliśmy na… zakupy! Nazwijcie nas próżnymi i powiedzcie, że to prawdziwe marnowanie cennego czasu, ale nie zmieni to faktu, że było warto. Całe swoje życie staram się robić kilka rzeczy jednocześnie i maksymalnie wykorzystywać każdą chwilę. Wszystkie moje podróże skupiały się wokół tego, by nie przepuszczać okazji związanych ze zwiedzaniem ciekawych miejsc. To waśnie dlatego z pełną świadomością zrezygnowałam z oglądania ruin w Phaselis i Olympos znajdujących się w Kemer i wjazdu na Tahtalı Dağı na rzecz kupienia sobie nowej pary jeansów. Wyszłam z założenia, że tydzień w Turcji to zdecydowanie za mało, aby poznać ten kraj, a uprawianie turystyki z wywieszonym językiem nie ma nic wspólnego z urlopem. Wakacje to czas, gdy mamy się dobrze bawić i ODPOCZYWAĆ, a nie oglądać wszystko, co wypada zobaczyć, bo inaczej znajomi wyleją na nas wiadro pomyj. Co nie zmienia faktu, że każde z wymienionych przeze mnie miejsc jest warte uwagi i z pewnością wrócimy tam, aby wyrobić sobie własne zdanie na ich temat.

Kanion Goynuk

Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia utarł się stereotyp, jakoby Turcja była prawdziwym rajem zakupowym. W tamtych czasach z tego kraju można było przywieźć ubrania, o których Polacy w okresie PRL-u mogli najwyżej pomarzyć. Tureckie futra i sweterki z patchworkowym wzorem „zalewały” nasz ówczesny rynek. Choć system od tamtej pory się zmienił, a wraz z nim wzrosła dostępność odzieży, to wspomniane przekonanie wydaje się wciąż żywe w umysłach wielu ludzi. Przed oddaniem się w szpony zakupowego szaleństwa, warto zdać sobie sprawę z kilku istotnych rzeczy.

Na co uważać?

Przede wszystkim należy wiedzieć, że przesada jest wrogiem każdego turysty. Niektórzy potrafią robić naprawdę irracjonalne zakupy. Pamiętajmy, że nabywanie przedmiotów o dużych gabarytach (np. mebli) jest bez sensu, ponieważ zwyczajnie nie zmieszczą się one do naszego bagażu. Co więcej, podjęcie próby wywiezienia antyków, minerałów i produktów wykonanych ze skór niektórych zwierząt naraża nas na poniesienie wysokich kar. To, że w jednym państwie coś jest legalne, nie jest równoznaczne, z tym że w innym miejscu na świecie sprawa wygląda identycznie.

Warto także zastanowić się nad kupowaniem dużych ilości wspomnianych przeze mnie wcześniej podróbek. Przypominają one do złudzenia oryginalne produkty sławnych producentów, przez co wielu turystów rzuca się na kolejne bluzy, koszulki i torebki mniej więcej tak, jak klienci Lidla na crocsy lub karpia. Tu znów apeluję, żeby powstrzymać się od przesadzania! Otóż wywożenie podróbek z Turcji do krajów Unii Europejskiej to przestępstwo. O ile nikt nie zrobi nam nic za pojedyncze ciuchy, o tyle za przewóz wypełnionej nimi całej torby mogą grozić poważne konsekwencje.

Zakupy w Turcji

Gdzie kupować ubrania?

Najbezpieczniejszym miejscem do kupowania ubrań są sklepy sieciowe i galerie handlowe. Osobiście upodobaliśmy sobie francuską sieć LC Waikiki, która oferuje wysokiej jakości ubrania. W Polsce ich ceny są dość wysokie, ale w Turcji – jak na polskie warunki finansowe – wydają się o wiele atrakcyjniejsze. Osobiście uważam, że 25 zł na porządne jeansy to bardzo rozsądna kwota. Ceny regularne były porównywalne do tych, jakie w Polsce proponuje Cropp lub House  w dniach objętych przeceną. Nie muszę chyba mówić, że promocje w tureckim LC Waikiki chwilami zwalały z nóg.

Inną sieciówką, która przypadła nam do gustu było De Facto. Myślę, że to taki miejscowy odpowiednim H&M. Ceny przystępne, produkty ładne, a tkaniny dobrej jakości. Upolowałam tam dwie bluzy z wizerunkiem Myszki Micky (teraz mogę w spokoju celebrować jej 90 urodziny!) i całą masę skarpetek i majtek. Nie wiem jak Wy, ale uważam, że ceny skarpet i majtek w Polsce to kompletna porażka. Dlatego widząc 3pak ładnych bokserek za mniej niż 7 zł, nie mogłam darować i wzięłam więcej, niż nakazywał mi rozsądek.

Riwiera Turecka

Nasz tydzień w Turcji obejmował o wiele więcej niż trzy punkty wymienione powyżej. Jednak zaczynam mieć wrażenie, że wpis zaczyna być obszerniejszy, niż bym tego chciała. Dlatego myślę, że konieczne będzie podzielenie go na kilka części. Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli aż do tego momentu!

Polecane